HISTORIA PUNK W POLSCE

 

Początków ducha punka i nowej fali można szukać w działających w połowie lat 70 zespołach typu: Zdrój Jana czy Osjan. Napewno też inspirowany w pewien sposób punkiem była kapela państwa Jackowskich i Johna Portera Maanam Elektryczny Prysznic, jednak to nie oni byli prawdziwym punk rockiem, mimo że starali się za takiego uchodzić lub niektórzy dziennikarze starali się ich tak kreować. Tytuł pierwszego punka PRL-u zdobył Walek Dzedzej, uliczny bard występujący w warszawskich przejściach podziemnych, czy zwyczajnie gdziekolwiek śpiewający z gitarą akustyczną, folkowe kawałki. W 1977r. założył on wraz z Maciejem Góralskim na perkusji i Jackiem Kufirskim na basie, kapelę Walek Dzedzej Punk Band, która zasłynęła songiem o prostym tekście: "nie jestem mały, nie jestem mądry, nie jestem głupi, nie jestem w ZMS-ie, nie jestem w KOR-ze, nie jestem w partii, nie jestem kurwa niczym".
           Pierwszym takim właściwym zespołem punk'owym był Kryzys. Narodziny Kryzysu miały miejsce pod koniec 1978r. w Aninie pod Warszawą, gdzie dzięki matce gitarzysty Piotra Mrowińskiego, późniejszego założyciela Immanuela, która była dyrektorką Domu Kultury zespół miał dobre warunki do grania. Kapela najpierw przybrała nazwę The Boors, potem zwała się Kryzys Romansu, aż wreszcie skróciła nazwę do jednoczłonowego hasła Kryzys. Pozostałymi członkami zespołu byli: Robert Brylewski, basista - Marek Iwańczuk oraz późniejszy założyciel Deutera - perkusista Kamil Stoor. Teksty początkowo pisał Robert Brylewski, a po dołączeniu do kapeli Góralskiego, tenże ostatni. Mimo nieobecności w środkach masowego przekazu kapela zdobyła sporą popularność, głównie dzięki szczerości, prostocie przekazu i tekstom, które jak to zwykle w punk rocku miały bardzo duże znaczenie. Warto tu przytoczyć kilka przykładów: "nie chce teraz tego słuchać, propaganda dla młodzieży chyba trochę mi nie leży, komu na tym dziś zależy, dość już mam wielkich spraw, coraz więcej kiepskich znaków, brak kultury wśród junaków, niewidzialna ręka działa, chała, chała" (z utworu "Gaz").
           Kryzys był pierwszym polskim zespołem punkowym jaki zagościł w telewizji, konkretnie chodzi o program "Camerata", w którym został totalnie skrytykowany, a potem zagrał piosenka "Telewizja". Która ośmieszała właśnie m.in. "mądrych panów z telewizji". Kapela zresztą jak na owe czasy bardzo wiele koncertowała, a to dzięki wejściu do pewnego stopnia w ówczesny rodzimy show biznes, o czym świadczą chociażby trasy z ówczesnymi gwiazdami typu Maanam.
           W Trójmieście w 78r. powstaje pierwsza edycja Deadlocka pod wodzą jednej z ważniejszych postaci ówczesnego środowiska nowofalowego - Jacka Lutera Lenartowicza. Deadlock, którego pozostałymi członkami byli: Maciej Brunet Wiliński (juz nie żyje) - człowiek, który przewinął się przez wszystkie składy tej kapeli, Kołacz i Bogdan Plexi, grał ostrego punka z angielskimi, pisanymi przez Lutra tekstami. Aby choć w części oddać klimat tamtych czasów można zacytować wspomnienia Lutra dotyczące kontaktów z milicją: "Z milicją też bywały przeboje. Za jedną agrafkę obowiązywała taryfa - jedna pała. Ja tam agrafek nie nosiłem, ale kumpel miał ich akurat 40. Inny miał kurtkę zrobioną z małych kawałeczków materiału połączonych agrafkami i drutem. Funkcjonariusz z obrzydzeniem malującym się na twarzy polecił: zdejmuj to, co tamten skwapliwie uczynił ukazując pod spodem identycznie zrobioną koszulę. Bywały też momenty bardziej kształcące. Stoimy na moście z jednej strony my, jakieś 20 osób z drugiej 2 milicjantów. Co oni postąpią w naszym kierunku, to my się cofamy. Wreszcie mija 1900 służba im się kończy i krzyczą do nas: chłopaki nie bójcie się, my też słuchamy punk rocka. Okazało się, że po służbie można...".
           Innymi zespołami, jakie działały w Trójmieście jeszcze w latach 70 i na początku 80 była formacja Gary Hella, grająca coś a` la Stooges Iggiego Popa, PKS, Speedboats czy stricte punk rockowa załoga z Władysławowa - Nocne Szczury, która jako pierwsza punkowa kapela miała okazję zagrać w Jarocinie już w 80r.
           Kolejnym waznym zespołem był Tilt. Powstali dzięki spotkaniu Lutra, Tomasza Lipińskiego i basisty Rastka w 79r., przy czym ci dwaj ostatni przybrali ksywki Frantz, Xiążę Michał. Grali ostro i śpiewali po angielsku, jako że było to w owym czasie bardzo negatywnie widziane przez władze różnego typu, gdyż kłóciło się z oficjalną polityką państwa. Tilt konsekwentnie odrzucał wszelkie propozycje tras koncertowych, które równałyby się pójściu na kompromis z establishmentem. Po Tilcie pozostał długometrażowy film "Tilt Back", zawierający fragmentu koncertów kapeli i sceny "rodzinne" + wywiady, do którego to filmu nagrano specjalnie cztery numery w studio S1, wydane na podziemnej kasecie wraz z nagraniami pochodzącymi z Kołobrzegu 80. W roku 80 do kapeli dołączyła Pyza, grająca na klawiszach co zdecydowanie osłabiło czad Tiltersów, wkrótce także kapela rozpadła się po raz pierwszy.
           Wród innych warszawskich bandów na wymienienie na pewno zasługuje także Fornit założony przez Pawła Kelnera Rozwadowskiego. Po zaśpiewaniu w Kołobrzegu przez Pawła Kelnera Rozwadowskiego piosenki o tym że "lepsza kiła od Ił-a" (chodziło o radziecki samolot, który rozbił się wraz z Anną Jantar), zespół otrzymał zakaz występów publicznych, jednak o wiele ważniejsze były inne teksty zaśpiewane przez Kelnera, chociażby "Sztuczny wiat": "Mały sztuczny wiat. Sztuczne tworzywo, a w tym wiecie wy, sztuczne figurki..., sztuczni mali ludzie, w zielonych ubrankach, sztuczne maja miny, czekając poranka, chcą być błyskawiczni jak zupa w proszku, doskonali jak mózg elektronowi, sztuczny mały świat".
           Wkrótce po rozpadzie Fornitu w 1980 r., Kelner założył wraz z Kamilem Stoorem jeden z ważniejszych zespołów punkowych lat 80., kapelę Deuter, która, czadziła ostro i konsekwentnie. Nie wyparzony język i bezkompromisowość lidera tego bandu dała się we znaki tępakom spod każdego szyldu - zarówno tępym punkowcom napierdalającym się bez sensu, jak i innym kolesiom "utrudniającym życie sobie i innym".
           W Gdańsku czy Warszawie choć przede wszystkim tam. Już w latach 70, istniały we Wrocławiu takie formacje jak: Powerock, w Toruniu także poniekąd awangardowa formacja Ornitolodzy, a od 81r. jedna z najbardziej niedocenionych i zarazem najwspanialszych kapel polskiego punka Rejestracja Przedpoborowych, a niedługo po niej bardziej popowe Bikini.
           Jednym z największych ewenementów tych czasów było powstałe w 77r. KSU, pod wodzą Bohuna, który będąc twórcą tego zespołu odszedł od niego po raz pierwszy w 1981roku, a potem aż do 86r. sporadycznie się w nim pojawiał. Początkowo KSU grało przeróbki Black Sabbath, by wraz z pojawieniem się punka "przerzucić się" do własnych tekstów. Jak twierdzą świadkowie robili to kapitalnie, gdyż na festiwalu w Kołobrzegu, który odbył się w dniach 8-10 VIII 80r. nikomu nie znane KSU zakasowało całą ówczesną nowofalową czołówkę. Ustrzyki stały się na pewien czas punktem zbornym dla wielu spotkań ówczesnego środowiska punkowego.
           Z istotnych imprez można wspomnieć o mini festiwalu "New Wave" w Grodzisku Maz., gdzie grało Poland, Kryzys i efemeryda Mono czy koncercie Kryzysu w Lubaniu, gdzie Kryzysowcy pograli jakie 5-10 minut po czym wyłączono im prąd. W 81r. we Wrocławiu ma miejsce impreza "Nowa Fala na Odrze", na której pojawiają się w roli gospodarzy debiutanci pod nazwą Klaus Mitfoch, poznański Sten, Brain Control i Phantom z Łodzi. Ważnym ośrodkiem rodzącego się podziemia był Toruń, gdzie w tamtejszej "Odnowie" Waldek Rudzicki stworzył niezłe warunki i możliwości koncertowania. W Toruniu właśnie odbyło się 5 edycji Festiwalu Nowej Fali. Zwłaszcza dwie pierwsze z 80 i 81r. przeszły do legendy. Pierwsza edycja tej imprezy wsławiła się ponad trzygodzinnym wspólnym jammowaniem członków Tiltu, Kryzysu i Deadlocka. W ogóle zresztą festiwal ten był sygnałem wyraźnego odjazdu polskich nowofalowców "na reggae". Od tego czasu dość umowna dotychczas "nowa muzyka", w skład której wchodził i typowy prosty punk i reggae i ska i awangarda i nawet pop zaczęła się dzielić na konkretne style. Stopniowo także wyciszeniu uległa działalność prekursorów, którzy zastępowani byli przez nowe załogi, tj. wspominany już Deuter, legendarna TZN Xenna, której liderował obdarzony olbrzymią haryzmą blondynek o ksywie Zygzak, oczywiście powstałe w maju 81r. SS-20, które wkrótce zostało zmuszone do zmiany nazwy na równie nieprawomylną Dezerter, Brain Control, łódzki Phantom Punk, który wkrótce przekształcił się w Brak i grał bardzo ciekawą, oryginalną i urozmaiconą odmianę punka z wycieczkami w okolice The Doors. W porównaniu z TZN Xenną czy Deuterem - Brak jest stosunkowo mniej znany, a szkoda gdyż sztandarowe jego numery typu "Na Bliskim Wschodzie" czy "Pokolenie" (uwiecznione potem na jakim dennym filmie fabularnym) do dziś chwytają za gardło. Można zresztą zacytować fragment tekstu Braku: "Przekute ramie, przekute powietrze, stalowy dotyk zimnego ostrza, trzęsą ręce, centymetr więcej, pompa ta sama pompa, rano jest zimno i bierze rano, w pośpiechu do pracy, a ty po braniu, po braniu na śmietnik, a ty nie spałeś, byliśmy w piekle, niebiańskim piekle".
           W 81r. na drugim festiwalu Nowej Fali w Toruniu obok Braku i zaczynającej komercyjną karierę Republice, pojawiają się takie kapele jak: Nocne Szczury, poprzednicy powstałego rok później T. Love - Opozycja, Oddech Szczura, Afront, Atak Serca i wspomniana już wcześniej Rejestracja. W 82r. toruński festiwal nie odbył się, za to więcej punka było w Jarocinie, w 83r. poświęcono punk już cały jeden jarociński koncert (02 VIII 83r.) i wystąpiły takie grupy jak Abaddon, Rejestracja, Dezerter, Śmierć Kliniczna oraz krakowska Exhumacja, częstochowskie Szambo czy Defekt Muzgó grający wtedy dokładnie te same kawałki co i dziś.
           Warto jeszcze dodać, że tylko nieliczne zespoły p.r. miały w tamtych czasach szansę zaistnieć na płytach czy antenie radiowej. Główną przyczyną nie był wcale brak profesjonalizmu, lecz cenzura nie dopuszczająca p.r. do oficjalnego obiegu ze względów politycznych i obyczajowych. Jedynym na dobrą sprawę oficjalnym kanałem ekspresji dla p.r były programy Rozgłośni Harcerskiej, choć i tam nie wszystko można było emitować. Polski p.r. funkcjonował przede wszystkim w nieoficjalnym lub półoficjalnym trzecim obiegu. Podczas koncertów klubowych, na festiwalach w Jarocinie czy festiwalu Róbrege, młodzi ludzie nagrywali muzykę na przyniesionych z domu magnetofonach; niektóre zespoły wypuszczały kasety ze swoją muzyką omijając oficjalnych producentów, dystrybutorów i, oczywiście, cenzurę. Na koncertach byli wprawdzie zawsze obecni urzędnicy cenzury, nie ingerowali jednak tak skrupulatnie jak w mediach lub nie zawsze mieli możliwość ingerencji. Zdarzało się, że wykonawcy odchodzili od zatwierdzonego przez cenzurę programu, za co zwykle obarczano winą organizatorów imprezy.
           Polski p.r. w modelowej wersji ulegał przemianom podobnym do tych na Zachodzie. Pionierzy polskiego p.r. decydowali się oczywiście na wejście do obiegu oficjalnego, gdy to było możliwe zaczęli wydawać płyty i występować w radio. Niektórzy (np. Tilt) zmieniali pierwotną estetykę na rzecz bardziej uniwersalnego rocka; inni (np. Dezerter) trwali przy punkowej ortodoksji. Pojawiło się wiele nowych zespołów, wykorzystujących inspirację hard corem (np. Armia), ale są i takie, które - choć powstałe niedawno (np. Defekt Mózgu) powielają stare wzorce z lat 70-ych. W 1991 r. Tomek Lipiński (Tilt) i Robert Brylewski (Izrael, Armia) postanowili reaktywować jedną z pierwszych grup p.r. - Brygadę Kryzys.

 




 

Końcówka prawdziwego punk'a.



           "Nowe" pokolenie zaczęło dorastać. Musiało wybrać "drogę życiową" co równoznaczne było z przestaniem bycia punkiem. Ich życiowe zakręty odbyły się równocześnie z wielkimi przemianami politycznymi w Polsce. W świadomości wielu młodych ludzi nie było już miejsca na punkowe ideologie. Trzeba było iść dalej zgodnie z zasadami kapitalizmu i polityki. Jednak nie wszyscy się temu poddali nadal uznając hasła swojej młodości tylko, nie okazując już tego za pomocą ubioru.
           W większości zniknęły także anarchistyczne ideologie. Grunge i hard-core zaczął się cieszyć coraz większą popularnością, spychając na bok pozostałe nieco już zapomniane "dzieci-śmieci". Jednak czy udało się to im do końca? Nie, punk się nie poddał. Chociaż zmienił się nieco w ciągu tych piętnastu lat. Zniknął on jednak w większości z wielkich miast.. Młodzi zaczynają się buntować przeciw marnocie i nudzie życiowej, marząc o wielkich przemianach i rewolucjach. Jednak czy taka garstka może zdziałać coś w tym wielkim i zgorzkniałym świecie???
           Dzisiejsi młodzi z tego śmietnikowego nurtu są zniechęceni i sfrustrowani, nie widząc żadnych perspektyw w swoim życiu. Większość z nich sięga po alkohol i narkotyki urzeczywistniając mity starszych ludzi sprzed kilkunastu lat. Ponieważ jednak nie mają oni zazwyczaj pieniędzy sięgają po najtańsze jabole i wąchają klej. Zaczynają coraz bardziej nieufnie spoglądać na świat nastawiając się wrogo do wszystkich którym się udało nie wyłączając z tego także zespołów których słuchają, a przecież oni śpiewają o ideologiach z "młodości punka".
           Czyżby więc okazało się, że ci którzy szukali kilka lat temu zrozumienia sami stali się nietolerancyjni i powierzchowni??? Jest to jednak obraz ogółu, bo istnieją jeszcze tacy ludzie, którzy naprawdę są punkami nie tylko z wyglądu, ale także i z prawdziwej ideologii zaprzeczając dzisiejszemu obrazowi punkowca - narkomana lub żula. Szkoda tylko, że to tylko garstka wierzycieli.
           Spójrzcie choćby na taki przystanek Woodstock, pomijając graną tam muzykę (kompletna hała). Patrzę na relacje z "imprezy" i co widzę, pseudo punków, którzy świetnie się bawią, gdy grają jakieś dziadowskie kapele, jeszcze inny ma typowy wygląd punka, ale co to nosi koszulkę reboka. Ku..wa tam są nawet psycholodzy, którzy mają "pomóc" zdegenerowanej młodzieży, jak oni mogą na to pozwolić. W Jarocinie to było by niedopuszczalne, taki psycholog po prostu dostałby w mordę. Już nie wspominając o przystanku jezus (jezus chytrus), co tam chcą księża (z drugiej strony warto się u nich najeść i iść w cholerę). Takich przykładów jest mnóstwo, ale szkoda w ogóle więcej o tym pisać.